Malleus Maleficarum poprawności politycznej…trzyma THOR!

Nie obejdzie się bez kontrowersji pojawiających się zawsze tam, gdzie omawiane są produkcje Netflixa, ale dzisiaj na stronie ŚCK prawdziwa uczta wyobraźni! Tym razem zdecydowanie nie ma powodów do narzekania! Ucztować będziemy z wikingami, którzy za nic mają sobie poprawność polityczną, organizując w trzech sezonach śmiałe i okrutne na(po)jazdy po dzisiejszej obyczajowości.

Kiedy ogląda się ten serial, nie sposób uciec od skojarzeń z kultowym Monthy Pythonem. I bardzo dobrze, ponieważ właśnie taki jest Noresmen: antysystemowy, arogancki, a jednak błyskotliwy i zabawny. W brutalny sposób stawia przed widzami zwierciadło, w którym mogą się przejrzeć i zobaczyć jak bardzo chory jest dzisiejszy świat. Ten widok nie musi się wszystkim podobać. Pozostała część powinna zapoznać się przynajmniej z pierwszym odcinkiem, bo bez wątpienia jest to jeden z najzabawniejszych i najbardziej niedocenianych norweskich seriali komediowych na tej platformie.

Stosunkowo wcześnie, bo po upływie kilkudziesięciu lat, możemy ocenić, że jako ludzkość zatoczyliśmy kolejne pełne koło, a problemy wyostrzone w Monthy Pyhonie uległy dezaktualizacji. Ustępiły miejsca nowym, których kierunku nikt (no prawnie nikt) nie przewidział. Tak jak w roku 1969 Monthy Pyton brał na celownik najbardziej nośne konflikty społeczne swoich czasów, tak dzisiaj Noresmen przeprowadza frontalny atak na to, co zostało z ludzkości po udanym samobójstwie ludzkiego rozumu i zdrowego rozsądku w czasach współczesnych.

 

 

W istocie nie można powiedzieć, że serial uciekł od znanych i wypróbowanych schematów (abstrakcjonizm), ale nie czyni go to mniej genialnym przedstawicielem gatunku własnych czasów. Ta skandynawska produkcja wystawiła środkowy palec dla obowiązujących dzisiaj (szczególnie w świecie rozrywki) parytetów płciowych, rasowych, religijnych, seksualnych, a jakby tego było komuś mało, zadała gwałt mitycznej sprawiedliwości społecznej. Mająca się tak dobrze w XXI wieku polityczna różnorodność w Noresmenie zwyczajnie nie istnieje, a jeśli nawet podnosi tam łeb, to robi to tylko po to, żeby zgodnie ze scenariuszem zostać spektakularnie zdeptaną.

Faktycznie musieliśmy chwilę poczekać na serial mający w sobie dość pary, aby przebić się do świadomości społecznej i dobrać się do tabu nowej religii zwanej tolerancją, ale było warto. 

 

 

Nie spodziewajcie się jednak po tym tytule czegoś więcej. Noresmen ma do wykonania tylko jedno zadanie: bawić widza. Robi to doskonale! A że przy okazji demaskuje słabości każdej ideologii, która odrzuca krytyczne myślenie? Za to akurat powinniśmy być wdzięczni – dopóki balansowanie na granicy tęczowej herezji nie jest zakazane. Pewnego dnia cenzorzy nowego porządku upomną się i o ten serial.

Ktoś (polać mu miodu z bydlęcych rogów!) pozwolił sobie na duże przeoczenie, wpuszczając wilka w owczej skórze na platformę Netflixa, która dotąd była niemalże idealną tubą propagandową, wykorzystującą przestrzeń kultury do sabotowania konserwatywnych idei i działań, przy równoległym silnym promowaniu nowego modelu społeczeństwa w swoich produkcjach. Widać, sito cenzury Netflixa przepuściło Konia Trojańskiego prosto z Wahali, bo serial jest seksistowski, rasistowski, a nawet homofobiczny! Próżno szukać w nim czarnoskórego wikinga, a nawet więcej! życie nie-wikinga nie ma tam żadnego znaczenia, choćby był tak czarny, jak czarny jest Dziki Gon Odyna.

Wreszcie Noresmen to serial, który otwarcie drwi z modnych dzisiaj prób oduczania chłopców i mężczyzn „szkodliwej tradycyjnej męskości”, czego wyrazistym przykładem jest jeden z głównych bohaterów – Orm.

 

 

Nie wiadomo 😉 czy twórcy serialu zakładali, że uda im się stworzyć tak udany obraz psychozy atakującej dzisiejsze społeczeństwo, ale dokładnie to zrobili — i w sumie nie jest ważne, czy było to planowane dzieło, czy tylko wypadek przy pracy. Celowo lub nie, w Noresmenie dostaje się wszystkim: feministkom, homoseksualistom, sztuce współczesnej, artystom i twórcom, socjalowi, poprawności politycznej, tolerancji, cenzurze, a także pandemii głupoty i depresji. Jednym słowem autorzy nie oszczędzili nikogo i niczego. I trzeba przyznać oglądanie tego najazdu, jest prawdziwą przyjemnością.

 

 

Dlatego, jeśli z jakiś powodów nie znacie jeszcze Norsemena, a chcielibyście poznać, zajrzyjcie na Netflixa bądź szukajcie innych źródeł dystrybucji, które również pozwolą Wam zobaczyć ten tytuł. Blac…Viking Lives Matter is coming!

 

Podoba Ci się nasza działalność?
Przekaż darowiznę na konto ŚCK! Szczegóły w zakładce „WESPRZYJ NAS