CUDA, CUDA OGŁASZAJĄ! Orszak Trzech Króli w Katowicach

W Katowicach corocznie spod Archikatedry Chrystusa Króla wyruszają dwa wspaniałe pochody. Jednym z nich jest czerwcowy „Marsz Dla życia i Rodziny”, a drugi to oczywiście „Orszak Trzech Króli”, który w tym roku przeszedł ulicami stolicy Śląska 6 stycznia.


Rys historyczny: Święto Trzech Króli to jedno z najstarszych i najważniejszych świąt w Kościele. Obchodzono je na Wschodzie od III wieku, a na Zachód przedostało się pod koniec IV wieku. Dary Mędrców mają znaczenie symboliczne. Oznaczają godność królewską Chrystusa (złoto), wypływającą z połączenia się natury ludzkiej (mirra) z Boską (kadzidło). Dlatego wyobrażają one samego Zbawiciela. Grafika: Mszał Rzymski 1963 (oprac. Benedyktyni Tynieccy).

Tradycji stało się zadość i sformowany pod Archikatedrą Chrystusa Króla orszak poprowadzili jadący na koniach Królowie: reprezentujący Europę Kacper, w zielonych barwach przedstawiciel Azji Melchior oraz odziany w błękity emisariusz Afryki Baltazar. W te same barwy został zgrupowany orszak wiernych, przebranych w kolorowe peleryny i inne atrybuty pasujące do przypisanego im Króla. Dodatkowo na miejscu zbiórki, czekały kartonowe korony – pieczołowicie rozdawane wszystkim chętnym dzieciom oraz dorosłym. Nie musimy chyba pisać, że to ci najmniejsi uczestnicy mieli z nich najwięcej radości.

Dzięki doskonałej organizacji i wsparciu sponsorów, w tym roku uczestnicy, a także postronni obserwatorzy, cieszyli oczy wspaniałym, radosnym i barwnym pochodem, któremu błogosławieństwa przed wymarszem udzielił sam arcybiskup Wiktor Skworc.

Katowicki orszak był największym na Śląsku, a jego formowanie się – z powodu liczności uczestników – znacznie opóźniło planowaną godzinę wymarszu. Na szczęście, w tak świetnym towarzystwie, ludzie okazywali sobie wiele uprzejmości, śląc dookoła uśmiechy, zamiast zniecierpliwionych spojrzeń. Podczas oczekiwania na wymarsz wielkim plusem była przygotowana przez wolontariuszy gorąca czekolada! Takie gesty organizatorów trzeba po ludzku doceniać!  Jeśli coś może poprawić nastrój zziębniętemu człowiekowi (w większości przypadków) dokona tego właśnie ten, a nie inny napój!

Co można napisać o samym przemarszu? Wesoły. Podniosły. Uroczysty. Czuć było w nim ducha wspólnoty. Ducha wiary. Ta jedność poglądów, jedność myślenia, odnalezienie tego samego pierwiastka w innych ludziach, okazuje się nadal ważna dla współczesnego człowieka. Mimo niesamowitego tempa obecnego życia, podczas takich zgromadzeń przestajemy się śpieszyć i dzięki temu mamy możliwość dostrzec w stojącym obok człowieku, CZŁOWIEKA.

Większość ludzi, nie neguje faktu, odczuwania przez nas potrzeby tworzenia bliskich relacji – przyjacielskich lub rodzinnych – , dużo gorzej jest ze świadomością, odczuwania takiej samej potrzeby w kontekście wiary. A przecież gdy się nad tym zastanowimy, to zupełnie naturalne wydaje się szukanie przez człowieka akceptacji i na tym obszarze.

Dzięki wspólnocie potrafimy lepiej się rozwijać jako: kobiety, mężczyźni, dzieci, rodzice, małżonkowie, dziadkowie. We wspólnocie łatwiej znaleźć nam autorytet i podążać za nim w naszych ludzkich sprawach: radościach czy troskach. Wreszcie, dzięki wspólnocie jesteśmy otwarci na pozytywną krytykę, płynącą od ważnych dla nas ludzi, którym ufamy. Człowiek od zawsze w optymalnych i zdrowych dla niego warunkach, dorastał we wspólnocie, która była dla niego naturalnym środowiskiem bytowania. Co więcej, badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych pokazały, że 45%  młodych ludzi uważa za wzór godny do naśladowania swoich rodziców. Trzeba przyjąć, że w Polsce ten procent może być jeszcze wyższy, zatem dobra wiadomość brzmi: młodzi naprawdę słuchają tego, co mówią im rodzice, mimo tego, co ci rodzice sobie myślą. Więzi budowane w naszych rodzinach są nadal mocne, a rodzina dalej jest kompasem i wyznacznikiem tego co dobre i uczciwe. Nic w tym, więc dziwnego, że każdy biorący udział w „Orszaku Trzech Króli”, identyfikował się z innymi uczestnikami; nawiązując z nimi pozytywną więź, odczuwając satysfakcje i przekonanie, że uczestniczy w czymś ważnym i wartościowym. To sprawia, że w odróżnieniu od innych sytuacji społecznych, gdzie spotykamy masę zupełnie nam obcych ludzi, to właśnie podczas wydarzeń takich jak “Orszak Trzech Króli”, określenie „obcy”, zostaje zmienione na „swój”.

W tak pięknej atmosferze, kolorowy orszak z mnóstwem roześmianych dzieciaków, śpiewając kolędy przeszedł w Katowicach; ulicą Wita Stwosza, Jagiellońską i Powstańców na Plac Żołnierza Polskiego – gdzie organizatorzy zaplanowali zakończenie i koncert. Jak zwykle cały przemarsz obserwowali postronni przechodnie oraz mieszkańcy Katowic – obserwacje prowadzono mniej i bardziej jawnie, niektórzy wybrali wyjście na balkon, inni pozostali ukryci w bezpiecznym cieniu swoich zasłon 😉 Jedno jest pewne! Nie dało się nie zauważyć, że śródmieście stolicy naszego regionu czasowo zostało zaanektowane przez tłum manifestujących, radosnych katolików. Jak podkreślił metropolita katowicki arcybiskup Wiktor Skworc, to była  okazja do publicznego wyznania wiary.

Bo wobec wszystkich ludzi będziesz świadczył o tym, co widziałeś i słyszałeś.[Dz 22,15]

Żyjemy w trudnych czasach, tym bardziej nasze świadectwo wiary jest potrzebne. Społeczeństwo odrzuca uniwersalne prawdy, a ludzie pogrążają się w niemoralności, ale to nie powód, żeby odwracać się od Kościoła i jego nauczania.  Bóg mimo naszych upadków dalej działa w naszym życiu. Potrzeba tylko naszego zaangażowania, aby światło jego prawdy przebiło się przez kulturę masową i dotarło do naszych rodzin i wspólnot. To duchowa walka, która nie jest skierowana przeciwko innym ludziom, ale nadeszła już pora, żeby katolicy opowiedzieli się po stronie tego co słuszne i właściwe.

Według kultury masowej i niestety, także dzięki niej, wielu młodych ludzi uważa katolików za oderwanych od rzeczywistości homofobów, rasistów i hipokrytów. Ta opinia jest bardzo krzywdząca, jednakże w gruncie rzecze całe mnóstwo osób nie robi nic, żeby ją zmienić na lepszą. Wielu z nas w sytuacjach prywatnych lub zawodowych unika rozmów dotyczących religii, a nawet wykręca się od przyznania do praktykowania wiary. Jest to bezpośredni skutek zmian kulturowych, które sprawiły, że kiedy mamy przedstawić się jako katolicy, nieważne czy komuś w pracy czy znajomemu, jeśli wiemy lub podejrzewamy, że ta osoba nie jest katolikiem, czujemy się narażeni na przypięcie do nas łatki: mochera, katola, szura, świara, homofoba i nietolerancyjnego bigota. Próbując chronić siebie i swoje interesy społeczne uciekamy się do “niewinnego” przemilczenia drażliwych tematów i o dziwo takie zachowanie zyskuje społeczną aprobatę. Najlepszym przykładem dla tego typu zachowań są słowa Miss Polonia 2010 Rozalii Mancewicz, która poproszona o komentarz do wypowiedzi swojej mamy, zrobiła własnie taki unik:

“Moja mama jest bardzo religijna. Akurat w tym samym czasie co Marsz Równości odbyło się też zgromadzenie pod kościołem z księżami i katolikami, z różańcem pod nazwą Marsz dla rodzin – zaczęła i dodała, że ona “nie ma zdania na temat praw osób LGBT w Polsce”: Ja nie mam zdania na ten temat. Mam znajomych z różnych środowisk i ja na ten temat się nie wypowiadam – powiedziała w rozmowie z Pudelkiem“.

To bardzo trudna i smutna sytuacja dla nas samych i dla nas jako rodziców, chcących nauczyć swoje dzieci wartości katolickich. Oczywiście nikt z nas nie chce wychodzić na osobę skłonną do wydawania osądów, nietolerancyjną czy wręcz arogancką. Ironia tej sytuacji polega na tym – i trzeba o tym głośno mówić -, że większość osób atakujących katolików jest własnie zupełnie nietolerancyjna wobec nas i naszej wiary, zwłaszcza kiedy odważymy się manifestować ją publicznie w mediach lub na ulicach miast. I tak, osoby, które najgłośniej krzyczą o wolności słowa i prawem do wolnego wyznania, jednocześnie zrobią wszystko, żeby nie pozwolić nam wierzyć/mówić/manifestować, że istnieje jedna uniwersalna droga oparta na Biblii. Dla nich Biblia to przestarzała książka, którą Kościół musi zignorować albo zmienić, dopasowując jej nauczanie do oczekiwań i sposobu życia współczesnych ludzi.

W kraju, gdzie co rusz próbuje się ściągać ze ścian krzyże, mówiąc równolegle o tolerancji i wolności słowa, bez wątpienia w niedalekiej przyszłości, każdy katolik  zostanie poddany próbie, w której zostanie zanegowany jego sposób życia. Dzisiejszy świat podważy wszystko co związane z wiarą głoszącą istnienie jednej uniwersalnej prawdy moralnej. Ludzie wierzący doświadczają dzisiaj presji z każdej możliwej strony od ludzi, którzy upodobali sobie redefiniowanie stałych i zamienianie je w zmienne. Kiedy Śląskie Centrum Kultury organizowało protest ”Powstrzymajmy deprawację kultury – Nie dla Klątwy w Teatrze Rozrywki”, nasi działacze zderzyli się ze ścianą celowego przemilczenia i chodzenia na kompromis nawet wśród ludzi Kościoła. Dlatego kultura, w kręgu której się obracamy w znakomitej większości jest na bakier z Bożą moralnością. Nagle odkrywamy, że jako katolicy musimy zmierzyć się nie tylko ze środowiskiem z pracy, szkoły, ale czasem z rządem własnego kraju, a nawet z członkami wspólnoty kościelnej. To sporo patrząc na problem oczami jednostki i faktycznie to Kościół powinien być największym wsparcie w odpieraniu tych ataków negatywnego oddziaływania kultury masowej. Niezależnie od okoliczności i naszych doświadczeń nie wolno nam iść na kompromis, pamiętajmy słowa Jezusa “Wy jesteście solą ziemi, wy jesteście światłem świata”. Prawdziwa, dojrzała wspólnota wiernych jest potężna i potrafi oddziaływać na otaczającą ją rzeczywistość. Zaangażowanie w wydarzenia podobne do “Orszaku Trzech Króli” pomoże młodemu  pokoleniu wyzwolić się spod wpływu tolerancji kulturowej i jej fałszywych przekonań. 

 

Jesteś osobą prywatną lub przedsiębiorcą? Chcesz wesprzeć nasze działania?
Przekaż darowiznę na konto ŚCK! Szczegóły w zakładce „WESPRZYJ NAS