śląskie_centrum_kultury

Tomasz Greniuch: To obowiązek. Tym ludziom należy spłacić rachunek.

Wywiad z autorem książki Pod komendą „Bartka” Tomaszem Greniuchem

To już drugie wydanie, tym razem pracowało się inaczej?

-Zabierając się do pisania, faktycznie myślałem nad drugim wydaniem. Tymczasem już sam tytuł sugeruje, że mamy do czynienia z całkiem odrębnym opracowaniem. Chociaż punktem wyjścia była rzecz jasna biografia głównego bohatera. Pisząc życiorys dowódcy, nie sposób opisać jednostki, którą dowodził. W tym wypadku Zgrupowania partyzanckiego.Jest to zatem monografia zgrupowania, chociaż sam w książce zaznaczam, że nie aspiruję do tej roli, tj. monografa całej struktury, na jaką składało się zgrupowanie. Do tego nadal potrzeba czasu. A przechodząc do meritum pytania. W 2005 roku, gdy powiedzmy zacząłem gromadzić materiały do opracowania, mało kto słyszał o kpt. Henryku Flame. Dziś, w roku 2016, „Bartek” jest jedną z ikon trendu, który można śmiało określić mianem „przywracamy pamięć o Żołnierzach Wyklętych”. Jest to samo narzucając się różnica.

Z roku na rok coraz trudniej dotrzeć do świadków oraz rodzin ofiar, czy pracując nad książką starałeś się z nimi nawiązać kontakt?

-Niestety, wiele adresów zapisanych w latach 2005 – 2008, gdy pisałem poprzednią pracę, jest dziś nie aktualnych. Adresaci po prostu z powodu podeszłego wieku odchodzą na wieczną wartę. Z perspektywy czasu żałuję, że nie zapytałem o więcej, że nie było mi dane spędzić z tymi osobami więcej czasu. Często nie doceniałem wielkiego daru, jakim było obcowanie z żywymi świadkami tamtych dni. Na szczęście, jest drugie, a nawet trzecie pokolenie, które pamięta. Dzieci i wnuki partyzantów zaczęli żywo interesować się przeszłością ojców, dziadków. Byłem i jestem w stałym kontakcie tymi ludźmi. Powoli przełamujemy dzielący nas dystans. Często czuję się jakbym wchodził do wielkiej partyzanckiej rodziny. Bo tak to zaczyna wyglądać. Zaczyna łączyć nas rodzinna więź pamięci.

Kiedy kilka lat temu czytając Drogę Nacjonalisty szczególnie zapadła mi w pamięć piękna fraza „Kiedyś usłyszałeś nazwiska. Nazwiska tych, których przeznaczeniem było tworzyć historię umyślnie dziś zapomnianą.” Czy jako autor sądzisz, że po tych kilku latach coś w tej materii się zmieniło?

-Też lubię to zdanie. Pisząc je miałem na myśli twórców idei narodowej. Z perspektywy czasu faktycznie, zdanie to idealnie pasuje do „Żołnierzy Wyklętych”. Widać tych kilkanaście lat temu zacząłem nieświadomie budować historię, którą piszę nadal. Wydzierając ją z zapomnienia i przywracając na przedwieczną oś każdego narodu. To jest proces, który, całe szczęście, zmierza do finału.

A w planach? Pracujesz już nad czymś?

-W ciągu lat zebrało się wiele wątków. Dziesiątki historii, brudnopisów, notatek, które wciąż rozbudowuję, rozwijam, wreszcie systematyzuję w logiczną całość. Gdzieś około roku 2009/ 2010 moją pasję ” zawłaszczyło życie prywatne. Miłość do tej jedynej (z tym uczuciem nikomu nie udało się wygrać), narodziny kolejnych dzieci. Po prostu sprawy osobiste, przez które przejść musi każdy normalny facet. Dziś chcę nadrobić ten czas (rzecz jasna w żadnym wypadku nie stracony, wystarczy spojrzeć na moją rodzinę). Impulsem była propozycja wydawnicza „Pod komendą Bartka”. Dziś piszę „Śmiertelnych”, koordynuję Projekt Muzyczny „Pod komendą Bartka”. Wreszcie wróciłem do zarzuconego projektu pod roboczym tytułem „Żołnierze Wyklętej Armii”. Finałem, który zasygnalizowałem wyżej. Swoistym wypełnieniem cytatu z „Drogi Nacjonalisty” jest przywrócenie pamięci o nazwiskach, które budowały zapomnianą umyślnie historię fenomenalnej struktury. Zgrupowania Oddziałów Leśnych, które przez blisko dwa lata w niewielkim regionie naszego kraju trwało, wbrew prawidłom współczesnego im świata. Ci ludzie, tak jak my, mając rodziny, prywatne życie, własne marzenia, rzucili wyzwanie przeciwko światu, za co zostali zapomniani. Naszym obowiązkiem, jako współczesnych, jest przywrócić im imiona, twarze, rodziny. Przywrócić im niematerialną godność, często poświęcić ziemię, anonimowe mogiły, w których od 70 lat spoczywają. To obowiązek. Tym ludziom należy spłacić rachunek.

Z myślą o osobach, które Ciebie nie znają, muszę zapytać o Twoje fundamenty. Dlaczego młody mężczyzna taki jak Ty, mąż i ojciec zajmuje się pisaniem książek o Żołnierzach Wyklętych? Dlaczego akurat taka tematyka?

-To jest niejako kontynuacja poprzedniego pytania i w poprzednim pytaniu była już zawarta odpowiedź. Ja nie podchodzę do tego tematu, bo jestem z wykształcenia historykiem. Bo mam taki, a nie inny wyuczony zawód. Gdybym był ekonomistą, jak świetny poniekąd Leszek Żebrowski, to czy inaczej podszedłbym do tego zagadnienia? Oczywiście wyuczony warsztat jest pomocny. Ale nie jest tak, że jest to „obowiązek z tytułu wyuczonego zawodu”. Jak bardzo beznamiętnie i bez emocji brzmi to sformułowanie, prawda? To tak jak nauczyciel, czy ksiądz. Ograniczając się jedynie do powinności programowych, nie widząc w tym pasji, misji, powołania, zarabia po prostu w ten sposób pieniądze, bo żyć za coś trzeba. Nieodżałowany dr Dariusz Ratajczak przestrzegał przed tym zjawiskiem. Wręcz wskazywał, że historyk nie powinien pisać „obiektywnie”. Pisać należy „subiektywnie”, to znaczy w pracę należy włożyć całą pasję i energię. Pewien filozof stwierdził „pisz krwią, a dowiesz się, że krew jest duchem.” Ja mam rodzinę, żonę, realizuję powoli marzenia. „Żołnierze Wyklęci” będący przecież ludźmi, z kwi i kości, tak jak my. Często nie mający skończonych 20 lat, wchodzili powoli w dorosłość, wchodzili w etap realizacji dziecięcych marzeń. Oni to wszystko świadomie poświęcili. Ja mam to, czego oni nie mieli. To jest właśnie to spłacenie długu.

Wiem, że nakład rozszedł się już jak świeże bułeczki, kiedy planujesz wznowienie?

-Prawdę mówiąc, to już jest pytanie do wydawcy. Osobiście nie mam nawet egzemplarza autorskiego. Ale podobno „szewc bez butów chodzi”. W każdym razie książka wciąż jest dostępna w księgarniach internetowych, a ja jestem do pełnej dyspozycji. Wszak chodzi o oddanie zaciągniętego długu. A przyzwoici ludzie czynią to w pierwszej kolejności.

Rozmawiała Katarzyna Olszewska

[  Z autorem książki    Pod komendą „Bartka”   będziecie mogli porozmawiać osobiście 4 marca 2017 roku w Śląskim Centrum Kultury  ]