Józef Skrzek w Śląskim Centrum Kultury

Dzisiejszy dzień to jeden z tych, które potwierdzają, że nic nie dzieje się na tym świecie przez przypadek i nie ma przypadkowych spotkań. Śląskie Centrum Kultury miało dzisiaj przyjemność podejmować wyjątkowego gościa! Multiinstrumentalista, kompozytor, siemianowiczanin, człowiek o wielkiej wrażliwości artystycznej i niewyczerpanej twórczej energii, a także osoba niezwykle szczera, skromna i w cudowny sposób oddana swojej rodzinie – taki właśnie wydał nam się nasz gość, Józef Skrzek.

Panu Józefowi przekazaliśmy komplet książek „Okręg Śląski Armii Krajowej”, w których autor Wojciech Kempa opisał losy jego stryja, komendanta Inspektoratu Katowickiego ZWZ ppor. Józefa Skrzeka ps. „Gromek” z Michałkowic.

„W kawiarni zamówił herbatę i rozglądał się nieznacznie za łączniczką i organizatorami Komitetu. Był spokojny i opanowany. Minęła umówiona godzina, a oni nie nadchodzili. Zaczęły go ogarniać wątpliwości co do samej łączniczki, pośredniczącej w dzisiejszym spotkaniu. Przypomniały mu się sceptyczne o niej uwagi przyjaciela. Na podstawie paru dotychczasowych spotkań z Julą zaczął analizować jej postawę i zachowanie. Ojciec jej siedzi w więzieniu, ją jakoś łatwo zwolniono. Czy to nie pułapka? Jula rozejrzała się po sali i dostrzegłszy „Gromka” podeszła do niego. Dziewczyna usiadła i bardzo uważnie lustrowała siedzących na sali. Zaczęła mówić o mającym się tworzyć komitecie, tłumaczyć spóźnienie organizatorów. W chwilę potem zjawił się kto inny: podeszli trzej gestapowcy i aresztowali „Gromka”. Osadzono go w osławionym z okrucieństwa więzieniu w Mysłowicach. Przebywał tam w pojedynczej celi. Za pomocą tortur próbowano wydobyć od niego wiadomości o akcji i ludziach podziemia. Najbliżsi przyjaciele w napięciu oczekiwali, czy nie przedostanie się jakaś wiadomość o nim zza więziennych murów, czy się nie załamie. Nadszedł wreszcie dostarczony przez harcerzy gryps z więzienia. Pisał „Gromek”: „Jestem po śledztwie. Śledztwo trwało miesiąc. Nie wydałem nikogo, nie wsypcie i wy mnie. Wmówiłem Gestapo, że jestem przedstawicielstwem harcerstwa w Polskiej Organizacji Charytatywnej, pomagającej rodzinom aresztowanych. Wszystko skończyło się dobrze. Grozi mi osiem lat Zuchthausu. Jula pracuje dla Gestapo.”

„Józek nie wytrzymał. Zerwał się od stołu i wolno a dobitnie wyrecytował: – Tu nie żaden Reich, tu była, jest i będzie Polska! – Was? Ich werde das melden. – Możesz sobie meldować, a teraz precz z tego domu. To rzekłszy otworzył szeroko drzwi i zdecydowanym gestem nakazał kobiecie wyjście. Obawiano się w domu Skrzeków groźnych następstw. Na szczęście nie aresztowano nikogo. Ale od tego czasu czuli wszyscy, że dom ich jest obserwacją.”

„Józef Skrzek, który początkowo liczył, że uda mu się ujść śmierci, przemycił kolejny gryps, w którym napisał: „Wszystko stracone. Ulczok mnie wsypał. Żegnajcie.” Skrzek został powieszony na drzewie w Bytkowie 3 grudnia 1941 roku. Dwa tygodnie  wcześniej, 18 listopada 1941 roku, na tym samym drzewie powieszony został, do czego wrócę nieco dalej, Paweł Wójcik. Do zgonionych przez hitlerowców, by przyglądali się egzekucji, mieszkańców Michałkowic i Bytkowa, zwrócił się Józef Skrzek tuż po odczytaniu wyroku, by nie rozpaczali, zapowiadając, że nadejdzie dla katów dzień sądu. Kiedy zakładano mu pętlę na szyję, zawołał: „Niech żyje Polska! Niech żyje Chrystus Król!”. Zgromadzony tłum z najwyższym trudem tłumił płacz, ale kiedy z ust Skrzeka wydobył się ów okrzyk, ludzie nie wytrzymali. Wielu spośród nich padło na kolana. Zebranym tłumem wstrząsnął zbiorowy szloch.”

fragmenty książki „Okręg Śląski Armii Krajowej”